Konferencja zakończyła się zaledwie 4 godziny temu. Nadal jestem pod wpływem silnych emocji. Dlatego to co Wam przedstawię jest bardzo subiektywne. A dygresji będzie co niemiara

„Horror”, „MATRIX”, „błędne koło” takimi słowami określiłbym konferencję pt. „Wokół zagadnień związanych z…”, a dlaczego? O tym już za chwilę.
DZIEŃ I
Docieram(y) do miejsca konferencji – sala konferencyjna Koara-Expo.
Początek standardowy - rejestracja (otrzymuję teczkę i długopisik). Zawartość teczki to miła niespodzianka - plan konfy, mapki Warszawy i część materiałów konferencyjnych – plus! Program konferencji znałem już wcześniej i po jego odczytaniu doszedłem do wniosku, że część wykładów jak dla mnie to „odgrzewane kotleciki”, ale bardzo smaczne, mogę je jeść i jeść…

Spotykam wiele znajomych twarzy (medialnych i nie tylko), sympatyczne (lub nie) przywitania itd. Wchodzę do sali konferencyjnej – olbrzymie pomieszczenie około 300 miejsc siedzących, telebim, stoły z napojami i ciasteczkami. Nic jeszcze nie zapowiada zbliżającej się „burzy”. Moszczę sobie miejsce w wyborowym towarzystwie (między deafiakami Endi, Barwunia, Pula, Zmora, Olunia, Żabcia, Lubaszna). Uczestnicy zasiadają na swoich miejscach, tłumacze zwarci i gotowi, komisja w pełnym składzie:
- Prezes Instytutu Polskiego Języka Migowego dr Piotr Tomaszewski
- Prezes Polskiego Związku Głuchych Zarządu Głównego Andrzej Kopeć
- Dyrektor Centrum Edukacyjnego Języka Migowego Kamil Noworyta
Zaczynamy…
Na scenę wychodzi
Dyrektor CEJM Kamil Noworyta wraz z Prezesem PZG ZG Andrzejem Kopciem witają gości, omawiają kilka spraw organizacyjnych i zapraszają na scenę pierwszego prelegenta pana doktora Piotra Tomaszewskiego. Temat referatu to „Mitologizacja PJM”.
Doktor Tomaszewski wyjaśnia czym jest „demitologizacja”. Na telebimie ukazuje się kwiat – tulipan a pod nim następujące stwierdzenia:
- Tulipany są zawsze czerwone,
- Tulipany rozkwitają zimą,
- Tulipany nie mają łodygi,
- Tulipany są odporne na niekorzystne warunki atmosferyczne.
Wszystkie te stwierdzenia są oczywiście fałszywe i podobnie jest z Polskim Językiem Migowym, na jego temat krąży wiele mitów. Pan doktor wyjaśnił pojęcie „demitologizacji” czyli pozbawienia czegoś cech mitycznych. Dodał również, że mitologizowanie PJMu wpływa na Historię Głuchych, innymi słowy jeśli przypisze się mityczne, nieprawdziwe informacje Polskiemu Językowi Migowemu to te fałszywe informacje przeniosą się na jego użytkowników.
Następnie prelegent przedstawił dwa spojrzenia na zagadnienie głuchoty (medyczne i kulturowe), a także przypomniał słowa Alicji Orłowskiej wypowiedziane w obronie PJMu w 1996 roku.
Później w prezentacji pojawiły się dobrze nam znane fakty o PJM , które zostały wyczerpująco omówione - majstersztyk.
Pozwolę sobie przytoczyć tylko dwa fakty – Polski Język Migowy jest autonomiczny, nie sjest zależny od języka polskiego. Dla porównania zaprezentowano filozofię użycia sjm: Jeśli trzeba – migajmy, ale po polsku. Dowodem autonomiczności PJMu jest to, że język ten posiada cechy, które nie występują w języku polskim czyli:
- przestrzenność,
- klasyfikatory,
- sygnały niemanualne.
Nie oznacza to , że PJM nie ulega wpływom polszczyzny fonicznej. Pojawiają się zapożyczenia (daktylograficzne, translatorskie, znaki inicjalizowane itp.)
Następnie dr Tomaszewski podkreślił, iż PJM nie jest agramatyczny. Po tych słowach pojawił się drobny szum na sali.
Pan doktor Tomaszewski zakończył swój wykład (któremu statystycznie co 15 min towarzyszył dźwięk dzwonków telefonów komórkowych – żenada, a co poniektórzy prowadzili normalnie rozmowy – nie ma jak to szacunek do prelegenta).
Po wystąpieniu pana doktora, pojawiła się kolejna osoba. Małgorzata Bielak opowiedziała o „Savoir – vivre u Głuchych”. Małgosia tematykę swojego wykładu czerpała z własnych doświadczeń a także z obserwacji osób słyszących. Wyjaśniono czym jest tajemnicze stwierdzenie „Savoir – vivre” (znajomość obowiązujących form towarzyskich i reguł grzecznościowych obowiązujących w danej grupie). Przejrzyście, przystępnie i dokładnie. Pozwolicie, że nie będę się dalej rozpisywał nad „SV”, wszyscy go doskonale znamy.
Po wykładzie Małgosi Bielak nastąpiła drobna dyskusja. Pierwszy głos zabrał Pan z Poznania (nie podaję nazwisk, nie jestem pewien czy wypada). Uczestnik podkreślił, że ważne są dwie drogi wyboru (PJM, sjm). „System jest łatwiejszy dla słyszących i pomaga łatwiej się dogadać”. Padły również słowa zdziwienia: „dlaczego nie ma tutaj profesora Szczepankowskiego?”. Słowa te wywołały gromkie brawa po lewej stronie sali (zwłaszcza z kilku miejsc, które pozwoliłem sobie nazwać „lożą krzykaczy”). Następnie głos zabrały inne osoby. Jedna stwierdziła, że nie zgadza się przedmówcą, kolejna podkreśliła by nie zwalczać ani PJMu ani sjmu - i jedno i drugie należy wprowadzić do szkoły (ciśnienie już mi skakało, a twarz przybierała kolor purpury). Wypowiedziały się osoby z Łodzi (Mariola i Joanna), padło pytanie – czy słyszącym jest trudniej się nauczyć migać, czy głuchym mówić?
Rozpętała się drobna dyskusja, za moimi plecami coraz głośniejsze komentarze.
Przyszedł czas na bardzo rzeczowy wykład pt. „Profesjonalny tłumacz języka migowego na podstawie realnych oczekiwań i potrzeb niesłyszących” – mgr Tomasz Świderski. Wykład Tomka powstał w oparciu o własne obserwacje i rozmowy z członkami rodziny. Profesjonalny tłumacz wg Tomka powinien dostosować się do potrzeb klienta, a co najważniejsze powinien czuć powołanie do zawodu, który wykonuje. Brak słuchu, niemożność odczytania mowy z ust, odmowa samodzielnej współpracy ze strony urzędników, lekarzy itp. – właśnie między innymi dlatego potrzebny jest tłumacz. Na telebimie pojawił się slajd – „Porównanie PJM i sjm”. Jeden z punktów brzmiał: „System – martwy pod względem emocjonalnym”. To stwierdzenie wywołało wrzenie (zwłaszcza „loży krzykaczy”), za moimi plecami również zrobiło się głośno (pomijając dzwoniące telefony komórkowe), do moich uszu dotarło jedno słowo „idiota”… Na końcu Tomasz zaprezentował „10 przykazań dobrego tłumacza” (również nie wypisze wszystkich):
- Wierne tłumaczenie,
- Neutralność,
- Odpowiedni ubiór.
Po wystąpieniu Tomasza w auli nadal panowała dziwna atmosfera, jakieś głosy, drobne kolokwializmy itp.
„Droga do dwujęzyczności dziecka głuchego na przykładzie Wielkiej Brytanii”, referat mgr Anny Gronowskiej przedstawiła mgr Joanna Łacheta. Dlaczego dzieci głuche od zawsze miały problemy z opanowaniem poprawnej pisowni? Język foniczny nabywany jest drogą słuchową. Głusi język nabywają wzrokowo. Język foniczny dla dziecka głuchego zawsze będzie językiem obcym. Joasia podkreśliła, że w Wielkiej Brytanii BSL (Brytyjski Język Migowy) i jego foniczny odpowiednik traktowane są na równi, nie deprecjonuje się żadnego z nich. Z dłoni prelegentki padły bardzo ważne słowa: „Do harmonijnego rozwoju dziecka głuchego potrzebne są dwa języki. Jeśli pierwszym językiem będzie BSL to dziecko o wiele łatwiej nauczy się języka fonicznego w piśmie”. W Wielkiej Brytanii jest ustawa o „równouprawnieniu” języka migowego. Wyspiarze mogą poszczycić się specjalnym programem – „Children In Need” (Dziecko w potrzebie). Na czym polega ten program:
- jeśli dziecko urodzi się niesłyszące to kierowane ono jest do ośrodka wczesnej interwencji,
- dziecko otrzymuje wsparcie finansowe, jest także aparatowane,
- rodzice dzieci głuchych są uświadamiani (przestawia się im drogi jakie mogą wybrać),
- odpowiednio przygotowani konsultanci (natywni, dynastyczni użytkownicy BSL) pracują z rodzinami w ich domach,
- Słyszący rodzice głuchych dzieci spotykają się w celu wymiany doświadczeń.
Program zawiera jeszcze wiele punktów, nie wymienię wszystkich.
Po wykładzie zawrzało – dyskusja. Początek był spokojny, jedna z uczestniczek (Głucha) powiedziała, że 23 lata temu odbył się turnus rehabilitacyjny podobny to programu „Children In Need”. Niestety odbył się on tylko raz, a szkoda bo efekty były zadowalające. Następnie głos zabrał nauczyciel sjmu, który nie zgodził się ze stwierdzeniem Tomka Świderskiego, iż „sjm jest martwy emocjonalnie”, podkreślił, że zwraca się uwagę nie tylko na słownictwo ale także na mimikę. Ja z koloru purpury zacząłem przechodzić w zieleń, ale najzabawniejsze było to, że mężczyzna, który się wypowiadał i zarzekał, że sjm posiada mimikę sam posiadał fizjonomię manekina. Prelegenci odpierali atak, tłumacząc, że mimika to także element gramatyki PJM, szum wzrastał, za moimi plecami padały takie słowa jak „idiota”, „bzdura”. Tomasz zwrócił się z pytaniem do mężczyzny wg. którego sjm zawiera elementy mimiczne – "czy zna pan Polski Język Migowy?", odpowiedź: nie. Wydaje mi się, że nie trzeba tego komentować. Tomek zadał jeszcze jedno ważne pytanie do głuchych uczestników konferencji „Ci, którzy uważają, że system nie posiada mimiki proszę o podniesienie rąk” – las głuchych rąk. A za moimi plecami słychać ironiczne pokrzykiwanie „No zdziwiłabym się gdyby głusi powiedzieli, że jest mimika!”. Nie zdzierżyłem, odwracam się, nie mogę zlokalizować pani „alfy i omegi”, ale widzę inne twarze, pełne ignorancji, agresji i niezadowolenia. W auli atmosfera gęstnieje z minuty na minutę, mnie ciśnienie skacze, ale nadal boję się wyjść i powiedzieć moje zdanie…
LUNCH
Chwila wytchnienia ale także i bolesnych słów ze strony CODA usłyszanych w kuluarach - „Nie podoba mi się to wszystko, pan Tomaszewski wymyślił sobie język, moja mama tak nie miga, nie rozumie wielu rzeczy, ta konferencja to zmarnowane pieniądze i mój czas”. Żal, żal, żal… Ale jedzenie dobre

, w oparach dymu wracam do auli, na telebimie film „W uchu cisza”.
Aula zapełnia się („loża krzykaczy” frekwencja 100%). Wykład rozpoczyna Małgorzata Bezubik – „Kodeks tłumacza języka migowego”. Syntetycznie, ciekawie, podoba mi się. Na początek podstawowe informacje – podział tłumaczeń. Pani Małgorzata opowiada o środowiskowych tłumaczach języka migowego oraz o roli tłumaczy w świetle etyki. Padają takie nazwy jak:
- Tłumacz mediator,
- Tłumacz wszechwiedzący (ja mam przewagę nad głuchymi, ja jestem lepszy),
- Tłumacz kontroler/cenzor,
- Tłumacz powiernik,
- Tłumacz asystent itp.
Zostaje poruszony temat bezstronności i neutralności w zawodzie tłumacza. Prelegentka omawia kodeks tłumacza języka migowego składający się z piętnastu podpunktów.
Pozostajemy w tematyce translatoryki, głos zabiera mgr Aleksandra Kalata – Zawłocka. Temat wykładu brzmi „Komu potrzebny profesjonalizm? Światowe standardy tłumaczenia języka migowego”. Tytułem wstępu zostaje wyjaśnione pojęcie profesjonalizmu w oparciu o źródła zarówno polskie jak i zagraniczne. Prelegentka przedstawia „model profesjonalizacji Tzenga", omawia dokładnie wszystkie etapy, od etapu chaosu na rynku zawodowym po etap tworzenia podstaw etycznych funkcjonowania zawodu. Kolejnym poruszonym problemem są przeszkody występujące w procesie profesjonalizacji takie jak np. brak precyzyjnej nazwy przedstawiciela zawodu. Na koniec mgr Kalata – Zawłocka zadaje pytanie „Po co komu profesjonalista?”, po chwili sama udziela odpowiedzi: "a kto chciałby się leczyć u nieprofesjonalnego lekarza".
Swój czas ma Kamil Noworyta opowiadając o „Procesie certyfikacji tłumaczy i wykładowców”. Wychodzę na zewnątrz, (tym razem przybierając kolejny kolor tęczy – niebieski). Potrzebuję chwili oddechu po tym jak docierają do mnie głosy gdzieś zza pleców „Widziałaś jak oni piszą, jak analfabeci, jak oni się mogą nauczyć poprawnej polszczyzny, no tylko dzięki systemowi”. Wychodzę i cały czas zastanawiam się, czy ci ludzie nie rozumieją tego co się do nich mówi, czy oni po prostu nie chcą tego zrozumieć. 1, 2, 3… 7, 8 spokój… Wracam, nie siadam na swoim miejscu, obserwuję wszystko z samego końca. Widzę zainteresowanie, ale czemu się dziwić, Kamil opowiada o ścieżce certyfikacji, jak widać większość uczestników przyjechała tylko na ten wykład. Zapewne części z nich jutro już tutaj nie będzie – nie mylę się. Schemat prezentowany przez Dyrektora CEJM jest prosty, są dwie drogi wyboru, droga sjm i PJM. Jeżeli ktoś czuje się biegle w jednym i drugim może ubiegać się o zdobycie kompetencji i tu i tu. Pojawiają się głosy krytyki. Na koniec opłaty (tak, tak niektórym oczy zamieniają się w pięciozłotówki), kwestie finansów nie ulegają zmianie.
Zaczyna się dyskusja. Głos zabiera CODA (kobieta), która uważa, że czuje się "maluczka", jak ona ma osiągnąć kompetencje PJM skoro nie ma nigdzie materiałów do nauki tego języka, dajcie nam materiały do nauki PJM!. Słychać gromkie brawa. Ktoś, zabiera głos – trzeba połączyć PJM i sjm. Przed moimi oczami pojawia się zielony spływający kod niczym z filmu „MATRIX”, gdzie ja jestem to jakaś fikcja. Kolejny głos z sali, „wszystkie kraje przeszły ten problem, Szwecja, Wielka Brytania…” (chodzi o problem języka naturalnego i sztucznego). Lekko wzburzonym głosem odpowiada mgr Aleksandra Kalata – Zawłocka mówiąc o sytuacji w Szwecji, iż tam od systemu odeszło się wiele lat temu, język naturalny to jest „ta” droga, którą trzeba podążać. Ktoś z „loży…” opryskliwie syczy „Ale po co pani krzyczy”, za moimi plecami padają epitety „wariatka jakaś”, nie wnikam już pod czyim adresem są one kierowane. Głos zabiera również mgr Małgorzata Czajkowska – Kisil. Sytuacja na auli zaczyna wyglądać komicznie, ktoś wychodzi na środek i chwali system - brawa po lewej stronie, prawa milczy, po chwili zmiana, prawa bije brawo a lewa milczy bo ktoś powiedział, że PJM jest ok. Ludzie gdzie ja jestem, czy to do czegoś prowadzi? Dostrzegam Bartosza, opuszczam swoje miejsce, widzę PPA i Margolcię, Molly i Doris mknę ku nim z nadzieją, że mają jakąś kroplówkę pod którą będę mógł się podłączyć

Endi chyba już zeszła xD Dziewczyny mówią mi abym się uspokoił, czemu ja to tak przeżywam? No właśnie czemu ja to tak przeżywam hm? Ze wszystkiego zapamiętuję już tylko słowa księdza chyba z Gliwic „Są dwie drogi ale może wygrać 3 droga, droga implantowania i przesiewu genetycznego”.
Pierwszy dzień konferencji dobiega końca, ja z bólem głowy i wypiekami na twarzy wracam do hotelu (luksusowo). Czas na odprężenie…
Drodzy Deafiacy, tak właśnie zapamiętałem pierwszy dzień konferencji, z pewnością nie opisałem wszystkiego dokładnie, część rzeczy mogło mi umknąć. Liczę na to, że moje wypowiedzi skorygują Ci, którzy obserwowali to wszystko ze mną (liczę na Was).
A na koniec ważna sprawa. Chciałem wyrazić moje ogromne uznanie dla wszystkich tłumaczy, którzy dali z siebie wszystko i ciut więcej. To co zrobiliście to fenomen. Wasze tłumaczenie z fonicznego na migowy i z migowego na foniczny to coś więcej niż kawał dobrej roboty. Chylę czoła - CHAPEAU BAS!
Ciąg dalszy nastąpi…
(Z góry przepraszam za wszelkie błędy - pisane na gorąco).