Włąśnie! I dla tej garstki prawdziwych Głuchych ja mam wychowywać dziecko na Kulturowo Głuche?
Tego zrobić nie będziesz w stanie. Ale chociaż namiastkę tej Kultury możesz mu podarować.
Uwaga, wtrąca się słysząca

Wydaje mi się, że Necia trafiła w sedno. Słyszący rodzic nigdy nie wprowadzi dziecka na 100% w świat Głuchych, a jeśli dziecko dobrze mówi i słyszy przez protezy (nie ważne jakiego rodzaju), to nie ma sensu ograniczać go tylko do świata Głuchych. Ale na pewno należy mu umożliwić jego poznanie, dać szansę życia w dwóch światach - bo mimo, że dobrze wykorzystuje aparaty czy implant i rehabilitację to jednak pozostanie w jakimś stopniu inne niż dzieci słyszące.
A wracając do tematu dwujęzyczności.Na studiach wpajano mi przeświadczenie o tym, że Totalna Komunikacja jest najlepszą drogą do porozumienia. Ale obserwując dzieci, które wychowywane na TK kiepściutko sobie radzą w szkole, dzieci, które w klasie 5 czy 6 nie znają podstawowych słów (typu nazwy pór roku...), stwierdzam, że chyba nauczanie z PJM na początku, jako językiem wiodącym, miałoby lepsze efekty... Przy czym przez "na początku" rozumiem jako moment stwierdzenia głuchoty (głuchoty! Bo chodzi mi o dzieci głuche albo z głębokim ubytkiem, a nie dzieci z niedosłuchem!!), a nie od początku nauki w szkole, bo to już trochę za późno. Ale chyba myśl, aby malutkie dzieci były rehabilitowane w PJM, a co za tym idzie żeby ich rodzice uczyli się migowego, to jest jeszcze absolutna utopia...
Trudno mi powiedzieć, co ja bym zrobiła mając dziecko głuche. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na implant, czy tylko na aparaty, ale wiem na pewno, ze od pierwszych chwil dostałoby język - język migowy. Może w bardzo niedoskonałej formie (ja znam tylko trochę SJM, choć cały czas mam nadzieję, że nauczę się kiedyś PJMu), ale na pewno poznałoby język Głuchych i samo środowisko Głuchych. Tak, aby będąc starsze, samo mogło wybrać, który świat jest jego miejscem, gdzie chce żyć.