Jeszcze jedna uwaga - mam koleżankę, któa jeszcze parę lat temu wstydziła się straszliwie publicznego migania. Okazało się, że z biegiem lat jej zażenowanie ustąpiło "rozrzutnej" wręcz gadatliwości. Myślę, że z takiego skrępowania po prostu się wyrasta, człowiek nabiera większej pewności siebie, wrasta korzeniami w swoje własne ja i swoją własną samoocenę. Co do słów Poprostuagniechy, jakoby słyszący zazdrościli piękniejszego i bogatszego języka - nie sądzę, aby tak było, co więcej, bogactwo języka jest to sprawą cokolwiek dyskusyjną. Migowy ustępuje klasycznemu językowi polskiemu pod względem liczbą słów i wyrażeń, jest jednak bardziej plastyczny, ale czy "lepszy"? No i kwestia zazdrości... To znów za duże słowo - no i przypisuje nam, słyszącym, dość niezręczną cechę. Patrzymy na osoby migające, bo to wciąż widok niecodzienny, wolałbym doczekać czasów, gdy potraktujemy to jako najzwyczajniejszą na świcie, wtopioną w codzienność normalność.