Ja tu się odniosę tylko do odpowiedzi azbesta.
Azbeście, zdecydowanie przed zabraniem głosu powinieneś był przeczytać przynajmniej po kilka wątków z każdego działu, żeby się zorientować, jak ludzie patrzą na sprawy nie tylko związane z implantem, ale też ze swoim niedosłuchem i życiem jako osoba głucha/Głucha.
A tak, wsadziłeś kij w mrowisko.
To może parę rzeczy w pigułce:
- niektórzy niesłyszący nie uważają się za osoby niepełnosprawne, tylko za mniejszość językową, za Głuchych (celowo z dużej litery), których ojczystym językiem jest Polski Język Migowy
Co jest cechą ludzi, którzy się posługują swoim konkretnym językiem? To, że nie muszą znać dobrze innego. Czy będziesz wymagać od Niemca przebywającego w Polsce perfekcyjnej znajomości języka polskiego? Twoja uwaga do molly o jej "slangu" była po prostu obraźliwa. Jasne, możesz powiedzieć "oko za oko, ząb za ząb", ale nie lepiej byłoby wtedy sobie odpuścić? A uwaga o "pół-życiu" była bardzo nie na miejscu.
- utrata słuchu w okresie postlingwalnym (od 5 roku życia) nie jest w ogóle porównywalna z utratą słuchu przed tym okresem, szczególnie przed narodzeniem
Co to oznacza? Ano to, że Twoje sukcesy w rehabilitacji mogą być bardzo trudne, wręcz niemożliwe do powtórzenia przez osobę, która utraciła słuch w okresie prelingwalnym. Ja sam, osobiście, pytałem się ludzi w IFiPS o efekty ludzi zaimplantowanych. Sami mi przyznali - osoby głuche od urodzenia nie osiągają tak dobrych efektów, jak osoby, które kiedyś normalnie słyszały. Co z tego wynika? Ano to, że w świecie słyszących będzie łatwiej, ale tak do końca do niego się nie wejdzie. Skoro Ty nie uznajesz, że jesteś w Tym świecie rozmawiając przez telefon, słuchając radia, oglądając TV, to jak będzie z osobą głuchą od urodzenia? Czy na pewno wejdzie ona w świat słyszących na tyle, żeby funkcjonować w nim normalnie, tak, jak osoba słysząca? Owszem, będzie łatwiej, ale o ile?
Co do "akceptacji swojej inności", o której jest mowa gdzieś w wątku: cała rehabilitacja, rewalidacja, aparatowanie, implantowanie do czego się sprowadza? Żeby uczynić z osoby głuchej osobę słyszącą, czy żeby jej ułatwić funkcjonowanie w społeczeństwie?
Ja sądzę, że to pierwsze. Dlaczego? Bo osoby niesłyszące się nie uczy języka migowego, nie dostosowuje edukacji do nich samych, usiłuje się je traktować jak osoby słyszące, uczy się je wymawiać poprawnie głoski, wyrazy i zdania jednocześnie ucząc języka jako takiego. Nie ma mowy o uszanowaniu jej odmienności, przyzwoleniu na naukę języka migowego (którzy może przecież przyswoić zupełnie naturalnie). Traktowanie głuchoty jako niepełnosprawność (podejście medyczne) prowadzi automatycznie do myśli, że się jest kimś gorszym, niż słyszący. I gdzie tu mowa o akceptacji?
Jest to presja społeczna (być może podświadoma), która objawia się głównie patrzeniem na osiągnięcia osób niesłyszących przez pryzmat ich wyrehabilitowania, efektów ćwiczeń w aparatach, implantach, komunikowaniu się ze słyszącymi. Tak jak gdyby nie było możliwe osiąganie sukcesów w inny sposób, albo nie były one na tyle wartościowe, żeby o nich wspominać. A przecież każdy potrzebuje sukcesów i uznania, których szuka - gdzie? Niestety w słyszącym otoczeniu, dla którego słyszenie jest nieodzowne do normalnego funkcjonowania...
Tak właśnie myślą audyści, których niestety jesteś przestawicielem.