Szczerze pisząc zgadzam się z tymi, którzy zgodzą się, że wprowadzenie embrionu do zarodka, tak aby dziecko było głuche jest głupotą ludzką. Nie lepiej zostawić tego matce natury?
Moje pragnienie posiadania gluchego dziecka nie jest tak silne jak u niektórych z Was, słyszącego dziecka tak samo bym kochała jak głuchego.
Ale wracając do wspomnień zawsze zazdrościłam niesłyszącym koleżankom mających głuchych rodziców. Widziałam na własne oczy jak rozmawiają ze sobą w języku migowym i miałam okazję nawet dołączyć do tej dyskusji pomimo marnej znajomości tego języka. Atmosfera była taka przyjazna, czułam się wreszcie akceptowana taka jaka jestem. Takiego zaszczytu nie miałam nigdy u moich rodziców (słyszących). Zawsze byłam na uboczu, zawsze byłam dla wszystkich tą "małomówną". Aktualnie sytuacja się zmieniła, gdy mój język większości stał się na tyle komunikatywny, ze jestem w stanie powymieniać już poglądami. Ale na to musiałam ciężko napracować latami. W pewnym sensie rozumiem nawet tych, co tak bardzo pragną mieć głuchego potomka. Ale już w granicy rozsądku

Moim zdaniem, gdy słyszące rodzice decydują dla pociechy na implantację kierują przede wszystkim dobrem przyszłości własnego dziecka, przynajmniej tak oni myślą. Gdy rodzic jest rozpaczony na wieść, że ich dziecko jest głuche i nie wiedzą jak z nimi nawet rozmawiać, no bo "skoro gluchy to po co mam mówić i tak nic nie usłyszy", nawet za namową specjalistów, w tym logopedzi, surdopedagodzy szybko zdecydują się na implant. Oni wierzą, że dziecko naprawdę będzie lepiej słyszało, ale nie wiedzą co ich czeka (mówię tu o rehabilitacji). Szkoda, że tak się śpieszą z "przywróceniem dziecka do normalności", mogliby w międzyczasie zapoznać się z innymi alternatywnymi rozwiązaniami. Często rodzice są przekonani, że PJM jest jezykiem ubogim, prymitywnym i myślą, że przez to dziecko będzie na poziomie prymitywnym. A mowa jest czynnikiem mający wpływ na poziom inteligencji. Szkoda, że nie zdają sobie sprawy, że mają do czynienia z fałszywymi przekonaniami. Szkoda, że nie zgodizliby się ze mną, iż władanie PJM -em można ukształtować naprawdę na człowieka inteligentnego, wykształconego.
Także nawet są tacy, że wybierają implant i metodę oralną dla własnej wygody. Zadaniem dziecka jest przystosowanie do wymagań rodziców. A nie odwrotnie. Nauka PJM nie boli. A zmudna rehabilitacja boli i nietrudno o nadwerężenie psychiki dziecka (nawet tego nieimplantowanego). Dziecko chce być kochane, akceptowane przez rodziców, a nie "uczniami" rodziców, przedmiotem/podmiotem do osiągnięcia celu.
A jeśli chodzi o implantację w późniejszym wieku to już indywidualna decyzja. I do tego świadoma. Ja do tego nic nie mam.