Toksyczny człowiek to taki, który depcze moją godność.
Anegdotka sprzed dwóch miesięcy:
Moja słysząca znajoma pisze pracę o PJM. Udała się do pewnej instytucji, gdzie miała nadzieję spotkać kilka osób niesłyszących. Ponieważ sama słabo włada językiem migowym, poprosiła pracownika w/w instytucji o pomoc w tłumaczeniu ankiet. Natychmiast została "uświadomiona" przez owego pracownika na temat bezwartościowości PJM oraz prymitywizmu umysłowego osób wyłącznie tym językiem się posługujących. Tak przy okazji, żeby było śmieszniej i straszniej, ta sama osoba w wielu innych miejscach głosi co innego. Oczywista, że moja znajoma wyszła stamtąd niemiłosiernie wkurzona.
Gdyby takie poniżające słowa wypowiedziała pierwsza lepsza słysząca osoba z ulicy - pies z nią tańcował, co ona może wiedzieć... Jeśli takie rzeczy opowiada tłumacz szacownej instytucji, na codzień pracujący z Głuchymi - trudno to zignorować, w końcu jakieś ziarnko prawdy musi w jego słowach być... A jeśli to samo mówi osoba niesłysząca?
Pozostaje pytanie, jak się przed tym bronić? Unikać takich osób z reguły się nie da, zważywszy jak mały jest nasz świat... Wychowywać można, ale trza mieć do tego zdrowie i dużo cierpliwości, a efekt i tak niepewny

Ja nie znam innego sposobu niż otaczać się jak największą ilością nietoksycznych ludzi i robić dalej swoje. Mało to odkrywcze, ale cóż...

PS Do zobaczenia... wiecie gdzie
