Tomek, do mnie byli przyzwyczajeni, chodziło o ludzi z pracy, codziennie z nimi pracowałam, wtedy już 3 lata. Po prostu byłam dla nich koleżanką z pracy, z nie głuchą.
Pamiętam, jak ktoś mówił na konferencji, że amerykańscy Głusi, przedstawiając się, nie wspominają na pierwszym miejscu, że są głusi, lecz po prostu podają swoje imię. I to jest OK, ja byłam dla koleżanek i kolegów z pracy po prostu Lucyną, trochę inną niż oni sami, ale wielu ludzi ma jakieś "inności", niekoniecznie głuchotę.
Gdyby mnie w swoim gronie nie do końca akceptowali, gdyby odczuwali mocno moją inność, zapewne byłabym dla nich "głuchą Lucyną" i taki komentarz, jaki zacytowałam wyżej, z ich ust by nie padł.
Inna rzecz, że wychowałam się wśród słyszących, więc większych barier w integracji ze słyszącymi w pracy nie napotykałam.