Tata z ciekawości zamówił zestaw startowy Migusie.
Mam teraz przed sobą.
Pięknie:
- 4 malutkie książeczki z rysunkami i znakami,
- 2 płyty DVD ze znakami migowymi (realna kobieta),
- cienka książka "Język migowy dla niemowląt słyszących"
- ściągawka ze wszystkimi słowami na magnesie, plus rysunki
Na opakowaniu "Wszystko czego potrzebujesz, by zacząć migać ze swoim dzieckiem"
Przetłumaczone na polski z programu Baby Signs
Autorki Dr Linda Acredolo, Dr Susan Goodwyn
Wszystko naprawdę pięknie i tak dalej.
ALE.
Wszystkie te miguśki - są z ASL!
Sprzeczałam się z Tatą na ten temat, co to ma być. Tata mówi, że oni się bronić mogą tekstem "Ale to dla dzieci słyszących", i "To jest taki domowy migowy". Tak? Domowy? Jeśli domowy, to wszystkie znaki powinny być samodzielnie wymyślone. A skoro są oparte na ASL, to już nie jest domowy, prawda?
A jeśli nie jest domowy, to dlaczego nie przetłumaczyli też migów? Na przykład zupełnie inaczej wygląda tam MAMA, TATA, a nie mam zamiaru uczyć Małej znaków z ASL x:( bo się pomiesza jej, nie?
Naprawdę szkoda, to piękny zestaw, kolorowy, i zabawne, rozkoszne rysunki.
Zastanawiam się, czy można to jeszcze dalej przetłumaczyć?
Tata się zapytał, jak to ma wyglądać u rodziców głuchych? albo z rozmową z dziećmi głuchymi? Odparłam, że my gadamy po swojemu i już, zestawów startowych do tego nie potrzeba.
A co ze słyszącymi rodzicami głuchych dzieci? Przecież oni mogą nie wiedzieć, że to nie jest język, który stosuje się w Polsce? Ehh....