Jako słyszące dziecko niesłyszących rodziców muszę wtrącić tu swoje trzy grosze...

Ja też nie lubię wspominać podstawówki (liceum zresztą również nie). To, co najbardziej pamiętam, to wyśmiewanie, przezywanie i przedrzeźnianie przez koleżanki i kolegów. Dzieci są bardziej okrutne niż dorośli, bo nie mają jeszcze wyrobionych hamulców, szczerze i bezmyślnie powtarzają to, co słyszą w domu, również opinie na temat wszelkich "odmieńców"

.
Trochę wiem, co przeżywa ten chłopiec. Jest w wieku, kiedy bardzo pragnie akceptacji rówieśników i nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego go odrzucają. Taka jest prawidłowość rozwoju psychicznego i społecznego człowieka, że w pewnym wieku (niedługo przed okresem dojrzewania) grupa rówieśnicza staje się dla dziecka ważniejsza niż rodzina, od tego zależy jego samoocena być może na resztę życia, a na pewno w tej chwili.
Przydałby mu się ktoś naprawdę zaufany, kto jest dla niego autorytetem, kto mógłby mu doradzić. Człowiek dorosły posiada rozwinięte mechanizmy obronne, na przykład racjonalizację, dzięki której może "wytłumaczyć sobie" dlaczego ludzie się tak dziwnie zachowują i dlaczego sprawiają mu przykrość (bo są prymitywni, bo sami nie zaznali szacunku i miłości, bo mszczą się na słabszych za swoje niepowodzenia życiowe itd.), dziecko takich mechanizmów jeszcze nie posiada, wie tylko, że cierpi w kontaktach z innymi i nie wie dlaczego

.
A głusi rodzice...Cóż, pewnie bardzo kochają swoje dzieci, ale na ogół niewiele mogą im pomóc. Kochać to za mało, zadaniem rodziców jest przede wszystkim wprowadzać dzieci w świat. Słyszące dzieci szybko odkrywają, że to, czego nauczyły się w domu, od głuchych rodziców, nie przyda im się w świecie słyszących. Doświadczenia rodziców za bardzo się różnią, żeby można było brać z nich przykład. Słyszące dzieci są z reguły przewodnikami i opiekunami dla swoich rodziców, nie mają dzieciństwa. Często ich sprawy się nie liczą, bo rodzice uważają, że dzieci są dla nich, po to by im pomagać. Kiedy do tego dochodzi naturalny bunt okresu dojrzewania, konflikt gotowy. Na domiar złego, nikt nie zauważa problemów takiego dzieciaka (jaki problem, przecież porządna rodzina, nie ma pijaństwa ani żadnej patologii?)
Nie generalizuję, nie mówię, że tak jest zawsze, czy że tak musi być w tym konkretnym przypadku. Proszę tylko, żebyście zbytnio nie upraszczali problemu (wstydzić się głuchych rodziców? hańba!). Prawie każdy chce być akceptowany i identyfikować się z jakąś grupą

, a najczęstszym chyba problemem słyszących dzieci jest to, że "nie pasują" nigdzie.