Poradźcie coś. Co zrobić by maluch zrozumiał, że uszka mamy są chore cały czas.
Jak jest spokój, czas to zwykle się dogadujemy. Ale pospiech nerwy, zmęczenie - i tu córka chce być zaraz zrozumiana, zaraz ma być spełnione jej pragnienie czegoś tam...
Mruczkin, wiem co czujesz, bo miewam bardzo podobne sytuacje z moją córeczką Basią (obecnie ma 3 lata i 10 miesięcy), jedynie z tą różnicą, że miganiem ułatwiam sobie komunikację z małą

Myślę, że Twoja córeczka bywa zdezorientowana, bo nie rozumie tego, że mama, mimo, że ma chore uszka to czasami doskonale rozumie co maluszek mówi, a czasem nie. Dziecku łatwiej byłoby pojąć istotę Twego uszkodzonego słuchu, gdybyś bez przerwy miała problemy z komunikacją werbalną. A Twoja córcia wie, że bywają sytuacje, że nie masz problemu ze zrozumieniem tego co mówi, więc irytuje się w chwili Twego "nie rozumienia", bo może odebrać to jako Twą niechęć do rozmawiania z nią (przynajmniej moja Basia nierzadko tak to odbierała, gdy nie zrozumiałam co mówi). Nie myśl, że córeczka Ciebie odrzuciła. Po prostu trudno jest jej poradzić sobie z występującymi czasem trudnościami komunikacyjnymi z Tobą. Trudno wymagać od dziecka w tym wieku anielskiej cierpliwości

Moja Basia woli, gdy ubiera ją Kuba, bo jak sama powiedziała - "z tatą Kubą może sobie wtedy porozmawiać", a ja w czasie ubierania małej mam problem z prowadzeniem dialogu, bo przecież mój wzrok nie spoczywa na ustach małej, lecz na ubieranych jej częściach ciała

I nie jest to odrzucenie dziecka, lecz jego wygoda

Jedynie co mogę poradzić - jak najwięcej rozmawiać z córeczką na temat Twoich problemów ze słuchem, nawet wtedy, gdy jest spokój i się dogadujecie, a nie tylko w sytuacji, gdy czegoś nie zrozumiałaś...
Tu muszę dodać, że obawiam się, iż określenie "mamy uszka są chore cały czas" nie jest zbyt dobrym określeniem... W przyszłości dziecko może różnie pojmować pojęcie "chorych uszu"... Może zacząć Cię dręczyć pytaniami dlaczego nie możesz, albo nie chcesz wyleczyć sobie uszu...