ja na swoim ślubie nie przejmowałam się z aparatami, bo co?
W dniu ślubu miałam długie włosy prawie do połowy pleców, miałam rozpuszczone włosy lekko podkręcone (normalnie mam proste) i częśc włosów była upinana na spinki i białe kwiatuszki, bo pierwotnie chciałam mieć całkiem rozpuszczone bez zadnych ozdób, ale doszłam do wniosku z fryzjerką, że włosy sztucznie podkręcane raczej przez dobę nie wytrzymają. Po 6 godzinach już bym miała proste, nawet gdybym miała włosy maxymalne popstrykane lakierem to i tak ze względu na ich ciężar nie utrzymują.
Zatem na ślubie miałam włosy częściowo rozpuszczone, stwierdziłam, że skoro miałam długie to po co miałabym schować włosy i zakrywać welonem. Zamiast welonu to miałam perłową koronę

a na plenerze miałam całkiem rozpuszczone i faktycznie wytrzymały tylko 4 godzin
